KURA
GTL - Kwatermistrzyni
Użytkownicy
Offline
Moduł Pamięci Zewnętrznej
|
 |
« : Marzec 07, 2010, 11:45:47 » |
|
Każde miasto ma takie miejsce. Miejsce gdzie trafiają ci, którzy nie mają się gdzie podziać. Miejsce gdzie nawet gangi nie szukają już łupów... przynajmniej nie dużych łupów. Miejsce gdzie bieda musi zostać określona na nowo, ponieważ luksusem jest kawałek niedziurawego dachu nad głową. O całych ścianach chroniących od wiatru nikt tutaj nawet nie myśli. I gdzie człowiek potrafi pchnąć drugiego nożem, tylko po to, żeby wyrwać mu zapchlony koc, lub zaschnięty bochen chleba.
Być może była to jeszcze poranna senność, być może zimna i mokra mgła przewalająca się uliczkami, być może ostatnie odległe odgłosy pijackiej imprezy, przerywane pauzą na donośny odgłos gwałtownego opróżnienia żołądka z treści, dość jednak, że nie zauważył podchodzącej go niego sylwetki człowieka w kapturze. Kiedy więc tuż przy jego ramieniu pojawiła się dłoń obcego, nawet nie starał się wyszarpać noża spod podartej kamizeli. Dać się zajść jak dziecko, to praktycznie dać się załatwić.
– Proszę. – Obcy zamiast przyłożyć mu pałką w kark, lub w gorszym wypadku majchrem w brzuch odezwał się spokojnym głosem.
– Hę? – człowiek, całkowicie zaskoczony wytrzeszczył oczy na przybysza. Zdecydowanie nietutejszego. Zdradzały to w oczywisty sposób dobrej jakości wełniany kaptur i poplamiona błotem biała, prosta szata.
– Proszę. Wyglądasz jakbyś tego potrzebował – powtórzył obcy wyciągając rękę bliżej. Człowiek dopiero teraz spuścił wzrok i zobaczył, co ten trzyma w dłoni. I przy okazji to poczuł. Była to, jeszcze mniej spodziewana w tej sytuacji, drewniana miska. Zawartość miski parowała ciepłem i charakterystycznym zapachem, grochu i kiełbasy.
– Hę??? – zdziwienie sprawiło, że nie mógł znaleźć nic sensowniejszego do powiedzenie.
– Ech... – obcy chyba się lekko zirytował, ale jego głoś nadal był spokojny. Ujął dłoń człowieka i wcisnął w jego rękę miskę – Weź to. – powiedział stanowczo – Widzę przecież, że Ci potrzebne.- Człowiek cofnął się jak oparzony ale nie puścił miski. Była przyjemnie ciepła.
– Nie płacę! – warknął wściekły tym, że dał się tak zaskoczyć.
– Nie oczekuję od ciebie pieniędzy – obcy uśmiechnął się delikatnie, jak mu się wydawało pobłażliwie – Wtedy przecież nie był by to dar.
– Co?! Niby jaki dar? Co ty pierdolisz ćwoku? – warknął, ale obcy już odchodził, a jego sylwetka powoli szarzała w porannej mgle. Człowiek raz jeszcze spojrzał na miskę, po czym, dziwiąc się samemu sobie zrobił krok w stronę odchodzącego
Wkrótce wyszli z krętych uliczek na kawałek polany. Słońce podniosło się nad horyzont i lekki wiatr rozwiał mgłę. Były tu dwa wozy i kilku mnichów. Nad ogniskiem wisiał wielki kocioł wypełniony ciepłą zupą. Wokół wydającego posiłek zakonnika kłębiły się brudne dzieciaki. Te najgorsze, gotowe rozbić śpiącemu głowę cegłówką za żarcie, miejsce do spania, lub z czystej złośliwości.
Człowiek z skonsternowaniem, zauważył na jednym z wozów rannego, którego wbrew wszelkim przesłankom, zamiast zostawić samemu sobie lub ograbić, ci obcy opatrywali. Dwóch kolejnych znosiło deski i skrzynki z narzędziami z ostatniego wozu. Człowiek w końcu nie wytrzymał, podszedł do tego obcego, który wręczył mu miskę.
– A co tu się dzieje?... – zapytał głupio, ale i cała ta historia wydawała mu się jakby nie na miejscu.
– Tu stanie lazaret – odpowiedział obcy, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie. Wyjął z rak człowieka pusta już miskę – Wróć, jeśli jeszcze kiedyś będziesz głodny... – spojrzał na rannego zbira opatrywanego na wozie – ...lub jeśli będziesz potrzebował pomocy. Selene udzieli pomocy wszystkim swoim dzieciom.
Człowiek powstrzymał się pytania, która to ta Selene. Jeśli Ci obcy chcą za darmo leczyć, karmić i pomagać wszystkim w Craigmillar, to szybko ich tu oskubią. Dziw aż, że mimo tylu lekcji życia, wciąż trafiają się takie jelenie, pomyślał. I z zaskoczeniem zauważył, że to dosyć przykra dla niego myśl. Spojrzał szybko na obcego. A ten uśmiechał się ze zrozumieniem, jakby doskonale wiedział, co człowiek sobie właśnie pomyślał.
– W tym miejscu miłosierdzie Selene wpływa na ludzkie dusze – powiedział rozpakowując pakunki z wozu – A będzie działać jeszcze potężniej – dokończył cicho jakby już tylko do siebie. I uśmiechnął się. Z satysfakcją.
|